Nasi Pacjenci

Dodaj historię swojego Pupila!

 

wp_20170401_019

Witam, nazywam się Punio i pokrótce opowiem o ostatnio minionych 5 miesiącach mojego życia. Pod koniec pażdziernika minionego roku mój Pan dostrzegł u mnie przy węzłach chłonnych niepokojącą zmianę w postaci czegoś co można nazwać guzem. Po konsultacji i wstępnych badaniach przez „rodzinnego lekarza’ z Piaseczna zapadła szybka decyzja o operacji. Następnego dnia Pani doktor Piechowska w Piasecznie dokonała operacji usuwając guza. Niestety rozpoznanie cytologiczne wskazały na istnienie chłoniaka centroblastycznego. Tutaj możliwości lekarzy z Piaseczna stały się ograniczone, ale pani dr.Piechowska wspomniała i poleciła klinikę prowadzoną przez pana dr.Dariusza Jagielskiego w Warszawie. Moja pani i pan niezwłocznie skontaktowali się telefonicznie z Przychodnią Białobrzeska i udało się umówić wizytę u dr.Jagielskiego w następnym tygodniu. Diagnoza dr.Jagielskiego potwierdziła wyniki dotychczasowych badań i została podjęta decyzja o moim dalszym leczeniu. Na początku przeszedłem szereg badań z pobraniem szpiku włącznie i nie było to przyjemne, ale profesjonalne i troskliwe podejście personelu sprawiło że szybko o tym zapomniałem. Przez pierwsze tygodnie dostawałem chemoterapie w postaci iniekcji ze wsparcie kroplówki co tydzień. Po badaniach okresowych z których jednoznacznie wynika na remisję choroby co najlepiej znajduje potwierdzenie w moim doskonałym samopoczuciu leczenie odbywa się co dwa tygodnie. Przy czym także w postaci pastylek i wtedy dostaje szybkie wzmocnienie z kroplówki a pastylki w domu. Moi państwo podpisali umowę uczestnictwa w specjalnym programie Oncofight przez producenta karmy z Francji. Dzięki temu mam zapewnioną pyszną suchą karmę kompatybilną z moim leczeniem i dostajemy pokażny zwrot środków finansowych. Pan wypełnia co miesiąc ankietę dotyczącą mojej kondycji i pilnuje mojej diety wedle wskazań dr.Jagielskiego. Kroplówki trwają trochę czasu, ale znajduje podczas nich także  zabawę. Mam na myśli towarzystwo innych piesków, kotów do których nic nie mam też i opiekę miłego personelu. A w tym czasie moi państwo rozmawiają z opiekunami innych pacjentów. Wszystko odbywa się w miłej atmosferze i sterylnych warunkach. Napomnę że mam już 13 latek i nikt nie daje wiary że przy chorobie jaka mnie spotkała i chemoterapii wyglądam i zachowuje się jak 5 letni pies. Mam świetną kondycje,  ciągle cieszę się charakterystyczną dla mnie aktywnością  fizyczną, doskonałym apetytem i nie odczuwam żadnych skutków ubocznych. Na zakończenie chcę podziękować panu dr.Jagielskiemu, mojej lekarz prowadzącej pani Oli Kuś i jej asystentce pani Monice Wiśniewskiej i reszcie personelu Przychodni Białobrzeska.

 


 

2016-08-23-07.33.35

Czika – owczarek niemiecki – mimo przysłowiowego wilczego apetytu, wciąż pozostawała niezwykle chudą panienką.  Wstyd było pokazywać się na spacerach, gdyż czuło się oskarżycielskie spojrzenia przechodniów: ten piękny pies jest głodzony! Przyszłyśmy na wizytę do Pani Doktor Biel, która zdiagnozowała zewnątrzwydzielniczą niewydolność trzustki.  To już mój trzeci pies, którego uratowała Pani Doktor, a chodzę do Niej (oczywiście z przerwami) już około 30 lat! Pani Doktor zawsze pomaga i wspaniale dba o zdrowie swoich małych podopiecznych.  Moja córka z całego serca dziękuje za uratowanie ukochanej Cziki.

 

 

 


 

20151016_195125

Natan

Zacznę od tego, że mimo bardzo zaawansowanej choroby (chłoniak),mimo złych rokowań na wyzdrowienie, mimo bardzo złych wyników w trakcie leczenia, Natan jest z nami!
Natan to yorkshire terrier, nasze „kudłate szczęście” będące z nami już 13,5 roku.
Od zauważenia przez nas powiększonych węzłów chłonnych do rozpoczęcia chemioterapii minęły 2 tygodnie, jednak choroba była już bardzo zaawansowana. Dowiedzieliśmy się, że leczenie będzie trudne i że przedłużymy mu życie o jakieś 10 miesięcy. Oczywiście byliśmy gotowi walczyć o każdy dzień. Po piątej chemii wystąpiła „supresja szpiku kostnego”- po każdej chemii leukocyty spadały poniżej normy a szpik nie nadążał z ich produkcją. Z tego powodu podanie leku do chemioterapii kilkakrotnie było przesuwane o 5-6 dni. Po 8 chemii leukocyty spadły do 2,7 (norma 6-12) co uniemożliwiło dalsze leczenie, jednak kiedy nastąpił wyraźny nawrót choroby, dr Jagielski zdecydował się na dalsze leczenie. W sumie, w okresie od 4 marca 2014 do 23 marca 2015, leki do chemioterapii podano Natanowi, jak dobrze policzyłam, 29 razy. Leczenie znosił całkiem dobrze. Najgorszy zawsze był 2 lub 3 dzień po podaniu leku. Wtedy bywał osłabiony, znacznie skracał spacery, często chciał być niesiony na rękach, miał słaby apetyt, czasami biegunkę, ale to mijało. Sierść, zawsze jedwabista i lśniąca, zrobiła się matowa i sztywna, ale to też minęło. Nawet przebarwienia skóry powoli ustępują.
29 marca 2015 (piątek) nastąpił kryzys, wieczorem Natan był bardzo osłabiony a jego temp. ciała rosła w zatrważającym tempie. Ok. północy, kiedy tep. przekroczyła 41 st.  wysłaliśmy sms do dr Jagielskiego, za 2 minuty przyszła odpowiedź ze wskazówkami co robić. Ta noc była koszmarem: poszukiwanie przychodni w której nocą można zrobić podstawowe badanie krwi (okazuję się, że w Warszawie praktycznie są takie tylko dwie), wizyta w przychodni na ul. Fieldorfa, gdzie lekarz dyżurny sprawiaj wrażenie mniej kompetentnego niż ja sama i paniczny strach o życie Natana. Rano, na szczęście ze spędzoną gorączką, pojechaliśmy do Kliniki Białobrzeska, gdzie pani doktor, która przyjmowała nas pierwszy raz,  już była przygotowana na naszą wizytę, wiedziała na co Natan choruje, co mu właśnie dolega i jak go ratować. Okazało się że poziom leukocytów spadł do 0,99. Natychmiast podano mu antybiotyk i leki wspomagające. Szpik pomalutku zaczął nadrabiać zaległości, chociaż do chwili obecnej, a mamy listopad 2016, leukocyty są poniżej normy. Podanie kolejnych chemii było niemożliwe jednak 19 maja 2015 w Karcie informacyjnej wizyty, dr Jagielski napisał „klinicznie brak cech choroby nowotworowej”. To nie znaczy że kamień z serca. Dobrze pamiętam te psiaki, które bezproblemowo przechodziły cały cykl leczenia i które wracały po kilku tygodniach z nawrotem choroby. Codziennie, w trakcie porannych pieszczot, sprawdzamy, w miarę naszej wiedzy i umiejętności, czy aby któryś węzeł nie jest powiększony. Jeździmy na wizyty kontrolne i … cieszymy się życiem. Nasze „kudłate szczęście” w czerwcu skończyło 13 lat. wszyscy twierdzą, że to dzięki naszej i jego determinacji, ale oni nie znają dr Jagielskiego i jego zaangażowania. Życzę nam wszystkim, abyśmy w razie choroby, spotkali na swojej drodze takiego lekarza jak dr Jagielski. Panie doktorze bardzo, bardzo dziękujemy. Natan dziękuje po swojemu, warcząc w czasie każdej wizyty :)
A jak już przeszliśmy do chwalenia i podziękowań, to nie mogę nie wspomnieć o Pani Oli i Pani Monice, kompetentnych, miłych i życzliwych asystentkach, a także o Pani Małgosi z recepcji, która zawsze umiała znaleźć odpowiedni termin wizyty. DZIĘKUJEMY !!!

 


 

unnamed

Maczo ze swoim Opiekunem

20150430_131749

Maczo

Maczo to 5 letni pies rasy chihuahua. Mieszkamy w Łodzi. Choroba pieska spadła na nas nagle, wcześniej był leczony na anginę ponieważ miał bardzo duży widoczny z zewnątrz węzeł chłonny – po serii antybiotyku gdy to nie pomogło zapadła decyzja o wykonaniu biopsji. Wynik badania nie dawał złudzeń, załamalismy się ale postanowilismy zawalczyć. Dzięki uprzejmości Przychodni Weterynaryjnej Cztery Łapy z Łodzi udało się bardzo szybko uzyskać termin wizyty u dra Jagielskiego. Po błyskawicznej konsultacji w Przychodni Białobrzeska w Warszawie zaczęła sie chemioterapia. Od sierpnia 2015 do stycznia 2016 nasz pupilek przyjął w sumie 16 dawek chemii – niektóre z nich miał podawane w Łodzi ale większość w Warszawie. Harmonogram podań był taki, że niektóre co tydzień inne co dwa tygodnie. Przed podaniem każdej chemii robione były badania z krwi, po których było wiadomo czy lek może być podany. W styczniu Maczo przyjął ostatnią chemię z zaplanowanej serii.
Nasz pies bardzo dobrze i dzielnie znosił to wszystko, po podaniu leku zazwyczaj był bardziej ospały, nieraz miewał biegunkę ale w sumie nie często.
Tak więc w Warszawie bywaliśmy co tydzień lub dwa jak nie z pieskiem to po zakup leku. Gdybyśmy mieli jeszcze raz podjać decyzję czy leczyć go czy nie – nie zawahalibysmy sie ani chwili. Jedyne czego sie obawialiśmy to aby nie cierpiał ale tak nie było – znosił leczenie dzielnie i dwa dni po chemii juz biegał, machał ogonkiem. Mamy nadzieję że jeszcze długo będziemy się cieszyć naszym przyjacielem. Systematycznie będziemy dalej jeździć na kontrole.
Bardzo serdecznie dziękujemy całemu zespołowi Przychodni Białobrzeska a szczególnie doktorowi Jagielskiemu za serce, profesjonalizm i wszelką pomoc.
pozdrawiamy razem z Maczusiem

 

img

Orion jako szczenię

img_0001

Orion

p1010164

Orion

20160911_160439

Orion

 

Orion posokowiec bawarski dołączył do naszej rodziny wiosną 2002 roku po odejściu jamnika Bisa. Miało to miejsce na wystawie psów na Warszawskim Torwarze. Żona rozmawiała z hodowcą, ja kucnąłem przy klatce. Hodowca otworzył klatkę i Orion był już u mnie na kolanach. Decyzja była błyskawiczna – to już mój pies. Kiedy był szczeniakiem szybko przywiązał się do naszej rodziny. Przez 12 lat nie imały się go żadne choroby, kleszcze też go omijały. Podczas wakacji w 2014 roku stracił apetyt, schudł, żona zauważyła, że ma bardzo powiększone węzły chłonne. Po powrocie do Warszawy udaliśmy się lekarza weterynarii. Pierwsza diagnoza był nieciekawa – podejrzenie chłoniaka albo białaczki. Nie był w stanie Orionowi pomóc. Jedyny ratunek Dr Jagielski.  Udało nam się w miarę szybko zapisać do doktora. Pierwsza wizyta 10 września 2014 – pobranie szpiku kostnego. Poziom leukocytów sięgał 190 tys. Następnego dnia był wynik – ostra białaczka limfoblastyczna. Podczas wizyty Dr Jagielski szczegółowo omówił wyniki badania i diagnoza. Rokowanie złe, statystyczne średnie  przeżycie 3 – 4 miesiące życia przy pojęciu natychmiastowego leczenia. To był dla nas straszny cios. Decyzja była natychmiastowa – leczymy Oriona. 15  września 2014 roku Orion dostał pierwszą chemię. Bardzo ciężko to znosił. Stracił apetyt, tylko pił, cały czas występowało  drżenie mięśniowe. Leki do chemioterapii podawane były w cyklach raz w tygodniu lub raz na 2 tygodnie.Tak było przy kliku pierwszych podaniach. Później Orion coraz szybciej odzyskiwał siły i co najważniejsze dobrze reagował na podawane leki. Objawy kliniczne i w badaniach laboratoryjnych cofały się. Widoczna była poprawa stanu ogólnego Oriona.  Po ponad 20 podaniach chemii 20 lutego 2015 kolejna wizyta i ogromna radość. Diagnoza – brak oznak choroby nowotworowej.  Przez cały czas Orion jest pod stałą kontrolą Dr Jagielskiego. Podczas jednej z wizyt kontrolnych został wykryty gruczolakorak zatoki około odbytowej. Zalecenie Dr Jagielskiego – szczegółowe badania i operacja. 15 stycznia 2016 roku Orion jest operowany. Guz nowotworowy został w całości usunięty. Orion dobrze zniósł operację. Powoli wraca do zdrowia i sprawności fizycznej. Kolejne badania kontrolne bez „niespodzianek”.  Podczas wizyty 23 maja 2016 niestety nawrót białaczki i kolejna chemia.  

I tak do dziś kolejne chemie, które Orion całkiem dobrze znosi. Jest niestety osłabiony ale jak na prawie 15 letniego psa jest w niezłej formie. 

Od pierwszej wizyty u Dr Jagielskiego  minęło właśnie dwa lata.  Orion jest dalej z nami i oby jak najdłużej.

 


 

14141862_577985249054663_3698156414751727095_n

Herta

U naszej suki Herty zdiagnozowano kostniako-chrzęstniako-mięsaka. Guz zlokalizowany był za lewą gałką oczną. Niestety by zachować prawidłowy margines zmianę nowotworową trzeba było usunąć razem z oczkiem.

Mieliśmy co do tego spore obawy. Wyobrażaliśmy sobie, że suka będzie miała na pysku wielką dziurę i baliśmy się tego jak będzie wyglądała po operacji. Niepotrzebnie. Przełożyliśmy na nią wszystkie nasze ludzkie obawy. A sunia po pewnym czasie przyzwyczaiła się, że nie ma oka.

Chwile po operacji były ciężkie. Sunia nie rozpoznała nas kiedy przyjechaliśmy po nią do kliniki i wyglądała jak po zderzeniu z ciężarówką. Na dodatek dostała plastry p/bólowe, które znosiła bardzo źle, nie chciała jeść, musieliśmy karmić ją na siłę. Do tego doszedł kołnierz, bardzo wysokie temperatury za oknem więc właściwie 3 dni i noce mieliśmy wyjęte z życiorysu.
Ale później było już tylko lepiej. Rana się szybko zagoiła i teraz wygląda bardzo ładnie. Jak fragment patchworkowej kołderki W założonym marginesie nie było komórek nowotworowych, a każda kontrola wskazuje na brak przerzutów.

Mimo wcześniejszych obaw cieszymy się, że podjęliśmy decyzję o operacji. Świadomość, że sunia zyskała kilka ładnych lat życia daje nam wiele radości a ona może żyć dalej, cieszyć się każdym dniem i nie czuć bólu.

 


 

13282844_1297637436930627_468261209_o

Lou Lou Pani A. Jaskłowskiej, fot. A. Kondraciuk

13288156_1297637530263951_1778353797_o

Lou Lou ze swoją Panią, fot. A. Kondraciuk

13288315_1297637610263943_1106694676_o

Lou Lou ze swoją Panią, fot. A. Kondraciuk

13313517_1297637616930609_1098937487_o

Lou Lou ze swoją Panią, fot. A. Kondraciuk

Lou Lou ma 8 lat ( a w głowie wciąż tak niewiele 😉 ) od lutego tego roku choruje na złośliwy nowotwór kości. Gdy w lutym tego roku trafiliśmy do doktora Jagielskiego ze zdjęciami rtg chorej kończyny, padła diagnoza Osteosarcoma – kostniakomięsak. Wiedziałam czego się spodziewać, jeden z moich psów już chorował na ten typ nowotworu, nie przeżył dwóch miesięcy od diagnozy. Lulu jest wesołą, pełną życia suczką, zapadłą szybka, lecz nie łatwa decyzja. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, niecały tydzień później Lulu była przygotowywana do operacji, amputacja całej zajętej przez nowotwór kończyny. Chwile po zabiegu były bardzo trudne, Lulu nie specjalnie nas rozpoznawała, była zdezorientowana i obolała, kąsała ręce, które pomagały jej pokonywać pierwsze kroki na trzech łapach. Czuwaliśmy całą noc. Rano nadeszła poprawa, Lulu wspierana prześcieradłem zeszła po schodach do ogrodu załatwić potrzeby fizjologiczne. Wstała, zjadła, wypróżniła się – będzie dobrze!!! Z każdym dniem było coraz lepiej. Lulu szybko nauczyła się poruszać, a brak kończyny nie sprawiał jej większego kłopotu. Po drodze walczyliśmy jeszcze z infekcją w ranie pooperacyjnej, ale mądre głowy piszą, że psy, u których rana źle się goi, mają szansę na dłuższe życie po amputacji. Tego się trzymaliśmy i walczyliśmy dalej. Po 4 tygodniach od zabiegu rozpoczął się cykl sześciu chemioterapii. Pod czujnym okiem doktora Jagielskiego, Lulu dzielnie znosiła kolejne chemie. Po podaniu leków bywało różnie, jednym razem wychodziliśmy z lecznicy i zapominaliśmy o sprawie, innym razem borykaliśmy się ze wszystkimi możliwymi skutkami ubocznymi chemioterapii. Minęło siedem miesięcy, siedem wiosennych i letnich miesięcy, kiedy Lulu mogła biegać, skakać, aportować. Może nie tak jak kiedyś, trochę krócej, nie w pełni sprawnie, z napędem tylko na trzy, ale szczęśliwa, u boku swoich ludzi. Ona żyje tu i teraz, nie myśli o przyszłości, cieszy się chwilą, zaraża nas tym. Za kilka dni czeka nas kolejne kontrola w kierunku przerzutów. Trzymajcie za nas kciuki , Lulu ich potrzebuje. 

„ Lulu. Cudownie łaciaty ogrom miłości na trzech łapach. Czwartą zabrała jej choroba. Lulu choruje na złośliwego raka kości <3 Spotkaliśmy się na wspólny spacer. Pewne chwile warto zatrzymać na zawsze nie tylko w pamięci i sercu. Tego nie da się oswoić, nie da się uniknąć… ale można do końca walczyć i cieszyć każdą chwilą. Cieszę się, że mogłam poznać Lulu i jej Ludzi ” Ania Kondraciuk – Projekt fotograficzny Let’s go for a walk

 


 

Amor

Amor

 

Profilaktyczna wizyta związana ze szczepieniem przeciwko wściekliźnie przeprowadzona została w bardzo dokładny i profesjonalny sposób. Pani dr Gładysz kompleksowo zbadała Amora, który został skierowany do Pani dr Czubek, ze względu na niepokojący zapis EKG. Dzięki wiedzy i zaangażowaniu lekarzy Amor został zdiagnozowany i aktualnie jesteśmy pod stałą opieką lecznicy. Dziękujemy za profesjonalną i wnikliwą opiekę:)

 

 

 

 


 

Layla

Layla

 
 

Layla urodziła się w czerwcu 2015 roku i jest jedną z miotu kociąt uratowanych przed utopieniem. Leczymy się u sympatycznej Pani dr Ani Cetnarowicz-Moskwy. Razem z Laylą bardzo polecamy! :)

 

 


 

Teddy

Teddy

 

Teddy, szczurek z przepukliną przepony leczy się na Białobrzeskiej i poleca to miejsce wszystkim zwierzaczkom – tym dużym i tym zupełnie malutkim.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide